Hej, plemię NovoScuba! Spotkaliście kiedyś stworzenie tak wyjątkowo niezdarne i uroczo dziwaczne, że przypominało ono komediowy program Matki Natury? Poznajcie diugonia. Tak, dobrze słyszeliście, oddajemy hołd majestatycznej krowie morskiej i jej wspaniałym, głupkowatym wybrykom. Weźcie więc fajki i poczucie humoru, bo zanurzymy się w zachwycający świat tych podwodnych komików.
Po pierwsze, zajmijmy się niezaprzeczalną dziwacznością diugonia. Wyobraź sobie stworzenie, które wygląda jak skrzyżowanie sterowca z odkurzaczem, z ciałem potężnego hipopotama, pyskiem krępego słonia i gracją… cóż, powiedzmy, że diugoń nawigujący przez ocean jest jak byk w składzie porcelany. Tak, to nasz przyjaciel diugoń i powiedzmy, że w najbliższym czasie nie wygra żadnego konkursu piękności. Ale piękno leży w oku patrzącego, prawda? A moim zdaniem jest coś ujmującego w tych wielkich, pełnych duszy oczach i tym wiecznie zakłopotanym wyrazie twarzy. Ale hej, po co komu gracja, skoro ma się charyzmę w beczce?
Porozmawiajmy o ulubionym zajęciu diugonia: jedzeniu. Te krowy morskie to prawdziwi smakosze, spędzający większość dnia na chrupaniu trawy morskiej, jakby to był bufet typu „jesz, ile chcesz”, i muszę przyznać, że nie są to raczej wykwintne przysmaki. Wyobraźcie sobie diugonia z ustami pełnymi trawy morskiej, wyglądającego jak maluch próbujący wepchnąć sobie spaghetti do buzi obiema rękami. To bałagan, to przezabawne i ach, jakie to urocze.
A potem są próby zalotów diugonia. Ach, miłość jest w wodzie, a te krowy morskie nie boją się okazywać swoich uczuć w najbardziej niezręczny sposób. Wyobraź sobie, o ile potrafisz, samca diugonia śpiewającego serenadę swojej ukochanej piosenką, którą można opisać jedynie jako połączenie okrzyku godowego białugi z syreną mgłową, jednocześnie prezentując popis, który można porównać do połączenia recitalu baletowego z grą w podwodnego twistera. A jeśli to jej nie oczaruje, cóż, zawsze pozostaje plan awaryjny: niezręczne wpadnięcie na nią jak niezdarny nastolatek na szkolnej potańcówce.
Oczywiście, żadna dyskusja o diugoniach nie byłaby kompletna bez wspomnienia o ich nie do końca tajnej broni: niezrównanej zdolności do wpadania w kadr. Niezależnie od tego, czy chodzi o spokojną sesję zdjęciową pod wodą, czy o rodzinne uwiecznianie wspomnień na plaży, możesz być pewien, że diugoń wynurzy się niespodziewanie, udając, że chce powiedzieć: “Spójrzcie, jestem gwiazdą!”. Zejdźcie z drogi, paparazzi, w mieście pojawiła się nowa sensacja wpadania w kadr!
Nie zapominajmy też o garderobie diugonia. Z pomarszczoną jak rodzynka skórą i paletą barw, od mętnego brązu po zieleń alg, można by pomyśleć, że te krowy morskie wtapiają się w tło niczym zapomniana roślina doniczkowa. Ale nie, nie diugoń. Z wyczuciem stylu, które jest po części awangardowe, po części “znalazłem to w koszu z przecenami w sklepie z używaną odzieżą”, te stworzenia robią furorę w świecie podwodnej mody. Po co komu markowe ubrania, skoro ma się naturalny urok?
Ale chyba najbardziej ujmującą cechą diugoni jest ich poczucie wspólnoty. Te stworzenia to towarzyskie motyle, tworzące ścisłe więzi z innymi syrenami morskimi, a nawet z innymi gatunkami morskimi. Wyobraź sobie diugonia leniwie pływającego w oceanie, otoczonego gromadką przyjaciół, wśród których jest wszystko – od ryb, przez żółwie, po od czasu do czasu ciekawskiego człowieka. To jak podwodna wersja “Przyjaciół”, z mniejszą ilością kawy, a większą ilością trawy morskiej.
Świętując dziś, w Światowy Dzień Diugonia, cudowność i kaprys diugonia, wznieśmy toast za te urocze, absurdalne stworzenia morskie. Od ich niezdarnych wybryków po ich ujmujący urok, diugoń przypomina nam wszystkim, że to w porządku być trochę dziwakiem, trochę niezdarnym i bardzo uroczym. Więc wznieśmy toast za Ciebie, drogi diugoniu, niech Twoja trawa morska zawsze będzie w obfitości, a Twoje niespodziewane pojawienia się zawsze przynoszą radość. Wznieśmy toast za diugonia, jednego z naszych ulubionych artystów morskich!